Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
24 posty 669 komentarzy

Na jakim świecie Ty żyjesz?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nieubłagany postęp kroczy przez świat.

Rozwój techniki umożliwia człowiekowi budowanie coraz lepszych maszyn, które nie tylko ułatwiają wykonywanie dotychczasowych zadań, ale pozwalają także czynić to, co ongiś było niemożliwe, oraz dostarczają nowych informacyj o rzeczywistości. Przy pomocy zbudowanych przez siebie urządzeń człowiek eksploruje góry i pustynie, bada dżungle i oceany, wzniósł się nad Ziemię i dotarł do Księżyca, zaziera do wnętrza komórki, a nawet pojedynczego atomu i obserwuje odległe galaktyki. Zachwycony swoją potęgą nie uznaje innych ograniczeń poza fizyczną niemożnością, jeśli więc posiada odpowiednie narzędzia, nie waha się czynić tego, na co właśnie ma ochotę. Jeśli chce mieć samochód, produkuje w fabryce samochód, jeśli chce mieć dziecko, produkuje in vitro dziecko. Jedynym ograniczeniem człowieka jest materia, a jedynym godnym szacunku zajęciem jest tej materii przetwarzanie. Życie średniowiecznego człowieka było drogą do nieba, człowiek postępowy całe życie zdąża do piekła i zdaje się, że jest tego w pełni świadomy, uwija się więc jak może, aby zdążył zbudować dla siebie raj na ziemi i chociaż na chwilę przed śmiercią zakosztować trochę nieba.

Postęp techniczny spowodował powstanie mnóstwa urządzeń ułatwiających codzienne czynności, coraz prostszych w obsłudze, czaso-, wodo- i energooszczędnych. Mimo takiej liczby maszyn, mimo iż liczne czynności robią się niemal same, jakimś niefortunnym zbiegiem okoliczności coraz więcej sił i środków potrzebuje człowiek, aby się najeść. Praca jest wytwarzaniem przedmiotów z materii — i niczym więcej, odpoczynek jest konsumpcją wyprodukowanych dóbr — i niczym więcej. Pracujący człowiek jest jedynie fizycznie zmęczony, a skutkiem jego pracy jest wyłącznie zmiana kształtu materii. Sensem istnienia człowieka stało się jego uczestnictwo w nieustannym procesie przemieniania materii, która bez kolaboracji z jego strony mogłaby sobie doskonale poradzić i bez szczególnej przyczyny wyewoluowała w człowieka. Nieustanny niepokój wywoływać więc musi u człowieka świadomość, że powstał on w wyniku kaprysu materii i brak współpracy z nią, jakaś jej fanaberia, [uderzenie asteroidy, wybuch wulkanu, czy nastanie na skutek globalnego ocieplenia kolejnej epoki lodowcowej] albo niekontrolowana reprodukcja człowieka skutkująca przeludnieniem spowoduje, że w końcu wszechmocna materia powie dosyć i usunie człowieka spośród form organizacji atomów.

Wytworzone z materii przedmioty służą do produkcji kolejnych rzeczy albo jako maszyny lub poddane recyklingowi jako surowiec. W efekcie tego coraz więcej czasu człowiek spędza z urządzeniami, uczy się je obsługiwać, naprawiać, projektować, budować, bawić się z nimi, wydawać im polecenia, a coraz częściej przyjmować polecenia od maszyn, jak to dzieje się w przypadku automatycznej nawigacji, która jednak, a może tylko na razie, nie karze za nieposłuszeństwo. Nabyte w świecie maszyn przyzwyczajenia przenosi na stosunki międzyludzkie. Człowiek traktuje człowieka jak maszynę, produkuje go, eksploatuje, a dla zużytych sztuk przygotowuje „złomowiska” – wydzielone domy dla starców na dożycie, lub wyłącza im zasilanie pod pretekstem skrócenia cierpień. Opracował również prenatalny system kontroli jakości, który pozwala jeszcze przed opuszczeniem linii produkcyjnej odrzucić wybrakowane albo źle rokujące sztuki. Ciągle mierzona jest wydajność eksploatowanych maszyn, wyznaczane są współczynniki bezrobocia, produktu brutto [czymkolwiek PKB jest, rozumie się samo przez się, że powinno rosnąć], parytetów, dzietności, scholaryzacji, średniej długości życia, wieków emerytalnych, wskaźniki pozwalające lepiej zaplanować proces produkcji, eksploatacji i utylizacji kolejnych egzemplarzy człowieka.

Porozumiewanie ogranicza się jedynie do niezbędnej przy taśmie fabrycznej wymiany prostych komunikatów, często za pośrednictwem innych maszyn. Wskutek tego język ludzki coraz bardziej przypomina język automatów, z założenia ubogi, gdyż jego przeznaczeniem jest przekazanie danych lub instrukcyj między maszynami. Jeżeli gdzieś zachował się jeszcze język werbalny, to w szczątkowej postaci nieskomplikowanego systemu beknięć, gwizdnięć, wulgaryzmów i przekleństw, a nieliczne słowa, które pozostały w użyciu są tak okaleczone, że prawie nie przypominają artykułowanej mowy. Wystarcza to do przekrzykiwania huku maszyn w hali fabrycznej, ale stanowi zbyt mało, aby stworzyć i utrzymać więzi społeczne lub rodzinne. Rywalizację między rodziną a przetwarzaniem materii o poświęcany każdej z nich czas coraz częściej wygrywa więc ta ostatnia. Czymś nadzwyczajnym staje się porzucenie kariery na rzecz pracy w domu, odwrotna natomiast sytuacja jest uznawana za coś naturalnego, za niezbyt wygórowany koszt wygodnego życia.

W nowoczesnym świecie, zdominowanym przez handel, życie polega na umiejętnym manewrowaniu między używaniem drugiego a niedopuszczaniem do użycia siebie. Wobec takich przyzwyczajeń z życia zawodowego rodzina staje się bezsilna i coraz częściej zastępują ją dwie osoby, już nawet niekoniecznie różnej płci, które dla swojej wygody lub np. ze względów podatkowych albo innych, albo bez żadnych powodów, a jedynie dziwnym zrządzeniem losu mieszkają pod jednym dachem, lecz żyją każdy sam dla siebie. Dom staje się miejscem, gdzie można poustawiać zakupione rzeczy, pooglądać telewizję i przespać się, nawet posiłki człowiek nowoczesny jadać powinien w zbiorowych jadłodajniach podczas przerw w pracy, ewentualnie te same gotowe, jedzeniopodobne produkty przemysłu spożywczego odgrzać sobie samemu.

Rozwój techniki, choć również w tym kierunku czyni postępy, wciąż jeszcze nie pozwala w pełni zautomatyzować procesu reprodukcji człowieka, dlatego przyrost nadal pozostaje naturalny, niemniej jednak zarządzający usiłują nań wpływać poprzez stymulację narodzin pieniężnymi gratyfikacjami za urodzenie dziecka, ale nowo narodzony egzemplarz człowieka tuż po urodzeniu, w stanie surowym trafić powinien na linię produkcyjną żłobek – przedszkole – szkoła – uniwersytet, gdzie zaszczepione dziecko poddane będzie procesowi przystosowania do wykonywanej pracy oraz socjalizacji, czyli posłusznego wykonywania poleceń władzy. Proces ten, zwany edukacją, nadzorowany jest czujnym okiem urzędników, którzy obmyślają programy szkolne, dodają i usuwają dodatkowe godziny tego czy innego przedmiotu według prognozowanych wskaźników zapotrzebowania rynku pracy na zasoby ludzkie. Efektem takiego podejścia jest produkt finalny: „wykształcony” człowiek, który doskonale potrafi obsługiwać powierzone mu urządzenie, ale nie ma własnego kształtu; jest jak woda, która wlana do naczynia dokładnie wypełnia jego kontury. Człowiek taki, w tym, co aktualnie uzna za swoje przekonania, jest fanatykiem, niezależnie czy właśnie odnajduje wiarę, czy ją traci. Miotany ze skrajności w skrajność przelewa się przez świat jak rzeka. Czasem spokojnie zmienia koryta, a od czasu do czasu przerywa wyznaczające mejnstrim wały i pędzi z falą. Raz maszeruje w milczeniu, w równości, przeciw lub dla poparcia tej czy innej sprawy; innym razem w amoku niszczy wszystko, co napotka na drodze; rozbija szyby, pali samochody, demoluje pociągi; zdarza się również, że w przypływie futbolowej gorączki zabija sympatyków „wroga”.

Nadaniu kształtu człowiekowi skutecznie przeszkadza tzw. neutralność światopoglądowa, zezwalająca mieć rozeznanie moralne, ale prywatnie. Publicznie należy, wedle tej ideologii, wyznawać wielość moralności i etyk oraz aprobować każdą z nich, nawet jeśli byłaby rażąco niezgodna z tą prywatną. Przedstawia się wychowankowi cały wachlarz religii, moralności, etyk, dbając skrupulatnie, aby poznał wszystkie, aby miał z czego wybierać, niewiele troszcząc się o przygotowanie go do tej decyzji, gdyż byłaby to niedozwolona indoktrynacja. Co zadziwiające, nikt nie obawia się propagandy w kwestii obliczania pól trójkątów albo daty odsieczy wiedeńskiej. Konsekwentne okazywanie przez nauczycieli przywiązania do poprawnych dat i formuł pozwala nauczyć się prawidłowych wzorów, okazywanie braku przywiązania do prawidłowej moralności może uniemożliwić wychowankowi właściwe kształtowanie własnych postaw życiowych. W rezultacie młody człowiek, zamiast być wprowadzanym w świat, jest weń wrzucony i pozostawiony sam sobie. Nieprzygotowany staje przed wielością moralności, a nauczony równorzędności każdej z zasad (nawet jeśli prawdziwość jednej wyklucza wszystkie inne), nie będzie miał w przyszłości kłopotu z ich dopasowaniem do swojego położenia lub zamianą na inne, korzystniejsze w jego aktualnej sytuacji życiowej, wybierze z każdej to, co mu pozwoli wygodnie żyć, odrzuci zaś normy, które zmuszają do poświęcenia się lub choćby ograniczenia własnych przyjemności albo własnych zysków, bo „niby dlaczego JA miałbym być stratny”.

Po opuszczeniu szkoły człowiek, przyzwyczajony do szukania linii najmniejszego oporu często chce się jedynie bawić, choć imprezowanie w stanie upojenia nie tylko alkoholowego w rytm hałasu nazywanego muzyką, a niewykluczone, że i sporty ekstremalne czy inne sposoby poszukiwania adrenaliny, mogą być tylko próbą wypełnienia wewnętrznej pustki, miejsca po zgubionej, odebranej lub sprzedanej duszy. Chociaż świat ogłasza kolejne generacje praw człowieka, to żadna z nich nie przyznaje prawa do bycia ostrzeżonym, a wręcz przeciwnie, otwiera przed człowiekiem nieznane mu dotąd, nie zawsze bezpieczne ścieżki, nie dając map i usuwając drogowskazy. Nieznośna lepkość bytu podpowiedziała człowiekowi bezterminowo niezobowiązujące do niczego, tzw. wolne związki. Związki niewiążące, związki wolne od ograniczeń, także tych związanych z płcią czy stopniem pokrewieństwa, związki pozwalające się angażować bez zaangażowania, związki bez zaufania i bez przebaczania, bez wymagania od siebie i od innych, związki do kochania się bez miłości, spółdzielnia świadczących sobie różnorakie usługi, równo i po partnersku dzielących obowiązki związane z przykrą koniecznością posiadania domu. Gdyby nie problem natury biologicznej, ciąża byłaby zapewne ustawowo równo podzielona między matkę i ojca, być może na tygodniowe dyżury, wszak podobnie czyni się z urlopem (m/t)acierzyńskim [nazwać go ojcowskim to męski szowinizm?]. (Być może sprawa wyglądałaby inaczej, lepiej, gdyby jedna pensja wystarczała do utrzymania całej rodziny).

Pozbawiony wsparcia człowiek, upatrując niebezpieczeństwa w byciu oparciem dla drugich, ucieka przed koniecznością brania odpowiedzialności za siebie i innych. Obmyśla koncepcje anty dzietne, być może ze strachu przed pozostawieniem przez równie jak on odpowiedzialnego „partnera”, a potem samotnym rodzicielstwem; ale być może robi tak dla zabawy, dla jednorazowego użycia drugiego człowieka jako przedmiotu do zaspokojenia własnych popędów, bez konieczności ponoszenia konsekwencji. Innym zaś razem domaga się prawa do posiadania dziecka, choćby musiał je wydrzeć Bogu na szkiełku w laboratorium, nie przyjmując do wiadomości, że nie można celem usprawiedliwiać podejmowanych środków. Jednak niemal natychmiast po urodzeniu dziecka chciałby się go jak najszybciej pozbyć, oddać do placówki opiekuńczej, aby samemu móc powrócić do procesu przemiany materii w jakiejś fabryce, biurze albo żłobku, gdzie opieka nad dziećmi uzyskuje urzędowy status pracy.

Złośliwi twierdzą, że domy starców to zemsta za przedszkola, a chociaż pogłoski te nie zostały potwierdzone, to pomocy na wypadek osobistej niemożności szuka człowiek nie u ludzi, których sam wychował, ale u obcych, czyli u zarządzających zakładami ubezpieczeń. Mniemanie, iż menedżerowie owych funduszy lepiej dopilnują interesów emeryta, okazuje się bardzo często iluzją, a starość staje się jedynie utyskiwaniem na głodową emeryturę lub błaganiem o eutanazję. Dodatkowo konieczność odkładania coraz więcej i coraz dłużej na własną starość odbiera czas na rodzenie i wychowanie następnego pokolenia. Mniej dzieci oznacza mniej ludzi w tzw. wieku produkcyjnym, czyli brak automatów do obsługi fabryk, płacących tzw. składki emerytalne, a to z kolei powoduje konieczność podwyższania wieku emerytalnego oraz obniżania wypłacanych świadczeń dla oddalenia widma bankructwa owych systemów zwanych ubezpieczeniami. Niewielka emerytura nie starcza człowiekowi na zapewnienie sobie wymarzonego kawałka nieba na ziemi, musi się więc czym prędzej przenosić do pozaziemskiego raju.

Lata między edukacją a starością nazywane są wiekiem produkcyjnym. Jest to z punktu widzenia procesu przemiany materii najwartościowszy okres życia człowieka. Cała aktywność człowieka w tym czasie ukierunkowywana jest na wzrost gospodarczy, czyli nieustanne zwiększanie ilości przetwarzanych przedmiotów, gdyż uważa się, że celem gospodarowania jest zysk. Nawet odpoczynek podporządkowany być powinien tworzeniu popytu na produkty przemysłu: rozrywkowego lub turystycznego. W efekcie całe życie człowieka toczy się wokół pieniędzy, tych zaś ile by nie było, to zawsze jest za mało. Bogacić się to jedyny cel, bogacić się to jedyny środek do celu, trzeba mieć więcej, aby mieć jeszcze więcej. Chciwość, kiedyś jeden z grzechów głównych, dziś jest cnotą prawie kardynalną, „spoiwem” społeczeństwa, wspólnie z pogardą, zawiścią i pychą stanowią podstawy organizacji zbiorowości ludzkiej doby postępu.

Tyrania chciwości, zwana eufemistycznie „opłacalnością produkcji” powoduje tworzenie gigantycznych fabryk, gdzie człowiek, współpracując z maszyną, sam staje się niczym więcej niż jednym z jej trybów, mniej niż niewolnikiem, najmitą, robotnikiem, biologiczną maszyną. Wynajmuje człowieka maszyna, gdyż właściciele to przeważnie anonimowi akcjonariusze, a zarządzający w „ich” imieniu menadżerowie, również są najemnikami, zobowiązanymi dbać o tzw. dobro spółki, czyli maksymalizację księgowanych zysków. Pracownicy staja się jedynie zasobami ludzkimi, a te, w przeciwieństwie do surowców zwanych naturalnymi, traktowane są jako niewyczerpywalne. Dla najwydajniejszych jest zatrudnienie i możliwość życia z własnej pracy, mniej sprawni, ci, którym umiejętności nie pozwalają dorównać przyjętym normom wydajności, skazani są na śmierć lub jałmużnę, gdyż ich praca jest „bezwartościowa”. Wartość mieć może jedynie wytworzony przedmiot, nigdy człowiek, który go wytworzył. Etos rycerski, który nakazywał bronić słabszych bez oczekiwania zapłaty, zastąpiony został etosem biznesmena polegającym na szukaniu i wykorzystywaniu okazji do otrzymywania zapłaty, na redukcji kosztów własnych nie bacząc, jakie to niesie koszty dla innych.

Wciąż prowadzone są starania, aby człowiek coraz intensywniej włączał się w mechanizm krążenia materii. Dlatego na realne gospodarowanie nałożono kaganiec skomplikowanego, abstrakcyjnego, wydumanego systemu finansowo – pieniężnego. Bogactwo nie jest posiadaniem realnych dóbr, ale [szacunkową] liczbą tysięcy/milionów/miliardów waluty, jaką właściciel mógłby uzyskać ze sprzedaży tychże dóbr, gdyby chciał je sprzedać i gdyby znalazł się kupiec. Ponieważ jednak nie wszyscy chcieliby handlować, należy ich do tego skłonić, należy wymusić nieustanne krążenie monet i banknotów lub bitów między komputerami poumieszczanymi w pozornie różnych bankach. Mami się więc człowieka wizjami przepychu dla każdego chcącego, nieustannie sporządzane są listy najbogatszych, aby mniej zamożni mieli się z kim porównywać, aby mieli komu zazdrościć, aby byli nieustannie niezadowoleni z własnego stanu posiadania. Jednocześnie proponuje się człowiekowi różne sposoby wydawania pieniędzy, promuje konsumpcyjny styl życia, aby jak najwięcej wydawał, aby wydawał jak najprędzej, a gdy i to stało się niewystarczające, należało przekonać człowieka, aby nie ograniczał się do oszczędnego gospodarowania tym, co posiada, ale by zaczął żyć na kredyt. Brak oszczędności i raty do spłacenia uzależniają człowieka od ciągłego przypływu gotówki, toteż musi bez przestanku produkować, aby mieć co sprzedawać, aby pozyskać środki na stare raty i na nowe zakupy itd... Proces mógłby trwać bez przeszkód, gdyby nie okazało się, że po pewnym czasie nawet chciwość zawodzi, że nawet pojemność brzucha ma swoje ograniczenia, że, w przeciwieństwie do fabryki, która może pracować całą dobę, człowiek nie może jeść bez przerwy. Dlatego dochodzi do powstania nadwyżki produkcji, do zapełniania się magazynów produktami, które nie znajdują nabywców. Jednym z rozwiązań tego problemu jest nieustanne obniżanie jakości wytwarzanych dóbr. Najlepiej, aby produkt zaraz po sprzedaniu nie nadawał się do użytku, ideałem są w tej materii towary jednorazowego użytku, takie, które bez zbędnej zwłoki mogą jako surowce wtórne powrócić w obieg materii.

Problem nadprodukcji przedmiotów sprawia, że człowiek pochłonięty jest nieustanną rywalizacją z innymi o klienta, który jest traktowany jedynie jako dostarczyciel gotówki. Konieczne stały się sposoby wpływania na ludzi, aby spośród takich samych produktów wybrali towar konkretnego producenta. Aby dźwignąć handel, wymyślono więc reklamę. Pozwala ona nie tylko skłonić poszukującego proszku piorącego do zakupu konkretnej marki, ale również wzbudza w nim pragnienie posiadania rzeczy, co do których wcześniej nawet nie przypuszczał, że może ich potrzebować. Dodatkowo potrzeby te musi zaspokoić bezzwłocznie, a na wypadek, gdyby w danej chwili zabrakło mu gotówki, wymyślono kredyt, który pozwolił człowiekowi już dzisiaj cieszyć się z zakupu, za który zapłaci pojutrze. System poręczeń oraz ratalnych regulacji zobowiązań czyni człowieka, wraz z całym jego dobytkiem, własnością pożyczkodawcy, coraz więcej używając, coraz mniej posiada, całe jego mienie staje się zabezpieczeniem dla pożyczkodawcy, co w razie wystąpienia indywidualnych, lokalnych lub globalnych kryzysów oznacza możliwość przejęcia użytkowanych przez dłużników dóbr w realne posiadanie przez wierzycieli, najczęściej bezosobowe osobistości prawne reprezentowane przez na cztery wiatry nogi kutych kauzyperdów. Niepewny stanu swego posiadania człowiek zyskuje kolejny powód, aby mocniej zaangażować się w proces przemiany materii.

Tak zwany duch czasu konsekwentnie wyzwala człowieka ze wszystkich zobowiązań: wobec rodziny, w stosunku do innych ludzi, a nawet względem rzeczywistości. Jedynym obowiązkiem, jaki przemieniająca się materia pozostawia człowiekowi, jest przywiązanie go do stanowiska przy taśmie produkcyjnej. Niezależnie czy jest bezrobotnym, robotnikiem, menadżerem czy politykiem jego miejsce w świecie określa ilość przetworzonej materii: (nie)zmontowanych czajników, księgowego zysku przedsiębiorstwa czy wyprodukowanych przepisów. Mimo iż fabryczne zajęcie jest często automatycznym, bezmyślnym powtarzaniem tych samych, raz wyuczonych czynności, przynosi jedynie zmęczenie i bezlitośnie niszczy każdą konkurencję, nie zostawia sił i czasu na żadną refleksję, mimo to człowiek widzi swoje miejsce w świecie jedynie przez pryzmat krzesełka na karuzeli krążenia pieniądza, pozycji przy taśmie montażowej, może tylko dokręcać wciąż tę samą śrubkę w kolejnych egzemplarzach produkowanych rzeczy, a jedyna własność, o jakiej wielu marzy, bo nawet nie wszyscy mogą posiadać, to umiejscowione w czyjejś fabryce „własne” miejsce pracy, nie jest to nawet własny warsztat.

Współczesny człowiek żyje w tłumie przypadkowych, zatomizowanych ludzi, skazanych jak on na samorealizację, samozrobieńców zmuszonych do szukania wyłącznie własnego szczęścia. W świecie wojny wszystkich ze wszystkimi często szczytem marzeń okazuje się już samo przeżycie, co napawać powinno optymizmem, gdyż oznacza, że świat współczesny jest światem nawet przewyższającym założony ideał, skoro nieustannie rośnie liczba ludzi, którzy znaleźli swoje największe szczęście.

KOMENTARZE

  • To jest najgorsze
    Tak jak piszesz:
    "Bogacić się to jedyny cel, bogacić się to jedyny środek do celu, trzeba mieć więcej, aby mieć jeszcze więcej. Chciwość, kiedyś jeden z grzechów głównych, dziś jest cnotą prawie kardynalną, „spoiwem” społeczeństwa, wspólnie z pogardą, zawiścią i pychą stanowią podstawy organizacji zbiorowości ludzkiej doby postępu."

    To, że człowiek pracuje, jest wyzyskiwany to nie jest nowe. Zawsze wyzyskiwano pracownika w jakiś sposób. Natomiast za takie pojmowanie rzeczywistości to mogę winić jedynie czwartą władzę, czyli media. To media wpajają nam kult młodości, ważność pieniądza czy urody. Inne rzeczy są mało warte.
  • @leoparda 19:17:02
    Szukasz

    Szukasz prawdy ale nie tajemnic
    liścia bez drzewa
    wiedzy bez zdziwienia
    boisz się oprzeć na tym czego nie można dotknąć
    zaczynasz od sukcesu wielki i zbędny
    nie milczysz ale pyskujesz Bogu
    chcesz być kochany ale sam nie umiesz kochać
    myślisz że sobie zawdzięczasz wyrzuty sumienia
    nie wiesz że dowodem na istnienie
    jest to że dowodu nie ma
    inteligentny i taki niemądry

    ks.Jan Twardowski

    pozdrawiam
  • @Autor
    Najbardziej zaś tragiczne i przygnębiające z tego wszystkiego jest fakt, że każdy człowiek może żyć inaczej - wystarczy do tego wyłącznie jego własna decyzja. Decyzja o tym, by samemu brać odpowiedzialność za własne czyny zamiast błogiego, bezrefleksyjnego poddania się woli innych, woli otaczającego tłumu.
  • @leoparda 19:17:02
    Sądzę, że media są tylko pasem transmisyjnym.
    To nie media tworzą (wymyślają) pomysły na idealny świat, tylko "filozofowie".
  • @programista 20:16:02
    "wystarczy do tego wyłącznie jego własna decyzja."

    Byłoby tak, gdyby każdy mógł żyć niezależnie od innych. Niestety, czy raczej na szczęście ("niedobrze jest człowiekowi żyć samemu" -cyt z księgo rodzaju z pamięci)
    tak nie jest.
  • @All
    nie ma to jak cytować samego siebie...:

    @Maximus 17:07:52
    ...każdy w życiu mija takie ukryte drzwiczki - rzecz w tym, że jedni ich nie potrzebują, inni może by i chcieli, ale boją się otworzyć, inni otwierają, ale widząc mrok, cofają się. Nie wiedzą, że by cokolwiek zobaczyć, trzeba drzwi zamknąć nieodwołalnie.
    Tylko ci, którzy dostatecznie mocno pragną i są gotowi zaryzykować, mogą znaleźć się po drugiej stronie.
    Tam, jak wieść niesie, szaman pokaże im księgę w której znajdą spisaną przed wiekami historię siebie i drogi, którą przeszli - i wszystkich innych. Taką kronikę Akashy, choć nie wiemy czy rzeczywiście ma postać księgi

    To jak z ledwie widocznym zarysem drzwi w skale wykutym tysiące lat temu - tysiące mijają obojętnie - ale ten który jest gotowy, wystarczy, że położy dłoń na skale. Drzwi się otworzą....więcej nie mogę powiedzieć :)


    ...a tymczasem stado gna na zakupy - spróbujesz zatrzymać - stratują...
    nadużycie link skomentuj
    Andrzej Tokarski 27.11.2015 18:57:17
  • @Astra 20:00:24
    Mądre, dzięki :)))
  • @Ywzan Zeb 20:23:29
    Masz rację, zapomniałam, że ktoś tym steruje. Jedyne oparcie widzę w rodzinie i wyznawanych przez nią wartościach. A rodzina jest niszczona jako przeżytek. Te wszystkie obecnie wyznawane "wartości" legną w gruzach gdy danego człowieka dopadnie poważna choroba lub wojna. No, aby nie było tak tragicznie z mediami to jest jeszcze Internet.
  • Bardzo dobry wpis, ocena 5 nie za ilość lecz za treść.
    Pytanie pozostaje-dokąd ten postęp lub pseudo-rozwój zaprowadzi ludzkość?

    Można to widzieć tak:

    ..."13 października 1884 r. Papież Leon XIII doświadczył szczególnego przeżycia mistycznego. W czasie dziękczynienia po Mszy Świętej popadł na krótko w ekstazę, w czasie której usłyszał w pobliżu Tabernakulum następujący dialog szatana z Chrystusem.

    Gardłowym głosem, pełnym złości szatan krzyczał:
    – Mogę zniszczyć Twój Kościół!
    Łagodnym głosem Jezus odpowiedział:
    – Potrafisz? Więc próbuj.
    Szatan:
    – Ale do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy!
    Jezus:
    – Ile czasu i władzy potrzebujesz?
    Szatan:
    – Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą.
    Jezus:
    – Będziesz miał ten czas i władzę. Które stulecie wybierasz?
    Szatan:
    – To nadchodzące [XX w.].
    Jezus:
    – Więc próbuj, jak potrafisz...

    Źródło:
    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/08/23/wizja-papieza-leona-xiii-z-1884-roku-dialog-szatana-z-chrystusem-histotia-powstania-egzorcyzmu-do-sw-michala-archaniola/

    Pozdrawiam.
  • @Ywzan Zeb 20:23:29
    Dokładnie tak, to myśl jest początkiem rzeczy.
  • @Bibrus 21:08:56
    nie za ilość ;)))
    Istotnie, ilość poruszanych spraw nie jest mała, ale to wszystko się ze sobą wiąże.
    Na kondycję rodziny ma wpływ sytuacja ekonomiczna, i to nie tylko konkretnej rodziny, ale i to, jak wygląda całą gospodarka, to znowu rzutuje na wychowanie (czy rodzice mają czas dla dzieci, czy muszą 25 h na dobę zarabiać na sam chleb)
    Rozpatrywanie jednej sprawy (np. tylko gospodarowania, albo tylko rodziny) w oderwaniu od innych powoduje budowanie kolejnych utopii, bo okazuje że co w jednym miejscu naprawiono to w innym wylazło.
    I co najważniejsze, najpierw trzeba ustalić co jest celem,
    bo jeżeli prawie wszyscy zgadzają się co do tego, że "na początku było Słowo"
    to bardzo wielu sądzi, że "na końcu będą pieniądze".
  • @Ywzan Zeb 20:29:18
    Cała notatka szanownego Autora poświęcona jest opisowi starań ludzi o to, by żyć niezależnie od innych ludzi.
    Tymczasem tę zależność od innych wystarczy po prostu zaakceptować.
  • @programista 22:26:43
    W pierwszej chwili chciałem napisać, ze nic Pan nie zrozumiał, ale być może ma Pan rację, cały postęp to próba wyemancypowania człowieka ze wszystkich zależności i ograniczeń.

    "tę zależność od innych wystarczy po prostu zaakceptować"

    Problem w tym, że "zależności od innych" jest wiele, jedne trzeba po prostu zaakceptować, drugie są niedopuszczalnym wykorzystywaniem innych ludzi.
    I cały kłopot polega na nieumiejętności rozpoznawania tych zależności, które akceptować trzeba, a z którymi walczyć, czyli brak prawdziwej moralności.
    Nie da się powiedzieć: "każda zależność jest złem"
    lub "każda zależność jest dobra".
    Zawsze trzeba widzieć konkretną, realną sytuację konkretnych, realnych ludzi, żeby móc oceniać, inaczej to jest utopia.
  • @Ywzan Zeb
    Witaj Bez nazwy . Tu jest Polska i my tu jesteśmy . Ave. https://www.youtube.com/watch?v=ubAELgFCJN4
  • Niechby
    roboty zastępujące ludzi w pracy, też płaciły podatki.
  • @leoparda 19:17:02
    Tak, ten kult pojawił się z zachodnimi koncernami medialnymi, które wykupiły środki masowego przekazu. To one spowodowały powstanie kolorowych pisemek, które zajmują się ludźmi, którzy są znani dlatego, że się zrobiło im prasę, tzw. celebryci. Kiedyś niezdrowa ciekawość była czymś nagannym, a dzisiaj jest podsycana i zaspokajana.
  • @Zeb Ywzan
    Był taki włoski film "Mondo Cane" Jacopettiego, gdzie pokazano kurzą fermę na której wprowadzono recykling padłych sztuk i odpadów z konfekcjonowania mięsa. Takie podejście przeniesiono w ciągu tych pięćdziesięciu na inne dziedziny życia. Sporo osób wini za to księgowych.

    Nadzieja w tym, że w historii było już wie okresów, gzie przyzwolenie na różnego rodzaju dziwactwa, czy wynaturzenia powodowało opamiętanie, bo dalej już nie można było pójść i wracano na ścieżkę, która nie prowadziła do zagłady a przynosiła nadzieję.
  • @programista 20:16:02
    Niestety, zmuszony do korzystania z "opieki" państw opiekuńczych, człowiek nie może żyć inaczej. Obojętnie jaką by decyzję podjął, opieka socjalna, to więzienie.
    A płacenie podatków (za to więzienie), to niewolnictwo.
  • @Ywzan Zeb 20:23:29
    Jedną z metod tego "filozofowania" jest ideologia Kapitału społecznego (ludzkiego).
    To programowane poprzez system edukacyjny, duraczenie że chciwość otoczona polityczną poprawnością czyni dobro.
    Smuci mnie powszechne w Polsce przyzwolenie, na tą wojnę z mocnymi sumieniami.
    Wertykalne media są faktycznie tylko jedną z przestrzeni tej wojny.
    Ps.
    znakomity tekst. Gratuluję i dziękuję :)
  • @Zdzich 06:10:52
    Jest ogromna różnica pomiędzy korzystaniem z "opieki" a uzależnieniem się od takiej "opieki".
    "Więzienie opieki socjalnej" nie przymusza do tego, by izolować się od innych ludzi. Powoduje jedynie ułudę, że taka izolacja jest możliwa. Decyzję, czy poddawać się tej ułudzie, każdy człowiek zawsze może zmienić.
  • @programista 14:18:49
    Niestety, cały aparat liberalnych gangsterow zorganizowany jest w celu ZMUSZENIA obywateli do uzależnienia się od ich "opieki". Ekonomicznie, jest to system marksistowski, który z premedytacją został skonstruowany aby zapewnić bogactwo Żydom i niewolnictwo Gojom.

    Rąbek tej "tajemnicy" uchylił naczelny rabin Izraela Owadia Josef: "Goje rodzą się tylko po to, by nam służyć. .. Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie".
  • @tadman 01:39:51
    Ja nie jestem takim optymistą.
    Tak jak napisałem wyżej, świat miota się ze skrajności w skrajność, jak się odbił od wilczego kapitalizmu, to wylądował w narodowym socjalizmie.
    Teraz, jeśli się odbije od róbtacochcetyzmu, to zatrzyma się dopiero na przeciwległej ścianie, czyli w jakimś obozie, o ile jeszcze będzie gdzie te obozy budować, (gdyby w tak zwanym międzyczasie wybuchła jakaś wojna nuklearna).
    Jeżeli człowiek nie zacznie na nowo realnie patrzeć na świat, to płonne nadzieje.
  • @Ywzan Zeb
    Tak solidnie spisałeś wszystkie ważne aspekty, że w pierwszym odruchu chciałam rozesłać link do tej notki kilku osobom znajomym i lubianym ale oszołomionym "postępem" .

    I ręce mi opadły. Zbyt często i długo pukając indywidualnie do oszołomionych dusz, uświadomiłam sobie w końcu że są straceni. Za wiele im kłamstw nawkładano do głowy.
    ....postęp...."średniowiecze' ...inne...
    Szkoda.

    Dzięki wielkie za spotkanie przy tym temacie.

    .

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930