Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
24 posty 628 komentarzy

Kapitalista z biurokratą w jednym stali domu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W poprzednim wpisie odważyłem się zaatakować wolny rynek, nazywając go utopią i zbiorem przecudnej urody frazesów.

Na wstępie zaznaczę, że wolność handlowania niekoniecznie oznacza wolność gospodarowania, ale słowo rynek sugeruje, aby skupiać się na handlu.

Idea wolności jest oczywiście piękna i mnie też serce rozpływa się z zachwytu na samo już wspomnienie, ale kiedy się poskrobie głębiej wolnorynkową ideologię...

Kiedy się poskrobie, trafić można na konieczność pochwały chciwości. Katolikowi, świadomemu katolikowi powinno się w tym momencie zapalić światełko ostrzegawcze: „zaraz, zaraz, chciwość to przecież grzech i to taki, który w plebiscycie na tytuł grzechu głównego zajął wysoką, drugą pozycję”. Ale można, jak w reklamie piwa (bezalkoholowego) na słowo grzech mrugnąć okiem „no wicie, rozumicie, grzech nie grzech, ale jakoś na ten chleb trzeba..., poza tym to układali dawno, pewnie jeszcze w średniowieczu, a co taki średniowieczny mnich mógł wiedzieć o biznesie”. I tak chciwość okazuje się do przełknięcia. Zresztą, można bez złośliwości przyznać słuszność stwierdzeniu „Mnie chciwość nie dotyczy. Co ja odrzutowiec chcę mieć... Albo dwa? Nie! Ja chcę mieć co jeść, w chałupie/mieszkaniu mieć ciepło w zimie, dzieci wykształcić i czasem na wakacje wyjechać. Ja tam chciwa/y nie jestem”. W związku z takim (jak powiedziałem niepozbawionym racji) postrzeganiem chciwość wydaje się czymś tak odległym, abstrakcyjnym, prawie nierealnym, więc nie ma się co obruszać, że ktoś wzmacnia nią (chciwością) fundamenty życia społecznego, przynajmniej takie są założenia, że powinna wzmacniać. 

Zrobię teraz krótką przerwę na anegdotę z życia teoretyków wolnego rynku, aby zobaczyć, jak widzą oni świat. Anegdotę tę wyrwałem z kontekstu tekstu prof. Bartyzela.

[anegdotę] przytaczamy tu za filozofem Frederickiem D. Wilhelmsenem. Otóż, Röpke i Hayek, którzy obaj byli członkami wolnościowego Mont Pelerin Society, pewnego razu, w przerwie między obradami tego elitarnego grona przechadzali się po ogrodach warzywno-owocowych, które uprawiali pracownicy pewnej szwajcarskiej fabryki. Röpke zwrócił uwagę swojego kolegi na to, jak piękno i jedność z naturą stały się możliwe dzięki tym ludziom, oraz że ta uprawa, jakkolwiek skromna, dodaje coś cennego do ich życia. Na to Hayek odpowiedział mu gderliwie: „Ależ weź pod uwagę stracone godziny, które ci ludzie mogliby spędzić w fabryce!”. Jak komentuje Wilhelmsen, ta reakcja to czysty fanatyzm ideologiczny wielbiciela kapitalizmu, dla którego bezproduktywna przyjemność ludzi uprawiających swoje ogródki stanowi tylko „zakłócenie” w maszynerii ciężkiego przemysłu i w statystykach wzrostu gospodarczego.

Po takiej relacji pojawia się jakiś niesmak, ale może to tylko dziwactwa jakiegoś naukowca, przecież wiadomo, że naukowcy bywają ekscentryczni. Z drugiej strony, jeżeli w życiu osobistym traktował ludzi wyłącznie jako roboczogodziny, to czy w tworzonej przez siebie teorii dotyczącej przecież życia ludzkiego postąpił inaczej, a może ta cała anegdota jest zmyślona, kto wie. 

Po przerwie zagłębiamy się w teorię, a w tej głębi napotykamy twierdzenie: „są ludzie, których wartość pracy jest niższa niż środki do ich utrzymania”. Na pierwszy rzut oka: logiczne, na drugi: co w tym dziwnego, ale po dokładnym wpatrzeniu się w sens tych słów włosy muszą stanąć dęba. Proszę spojrzeć, że nie mówimy o starcach czy inwalidach (a nawet gdyby, to czy niezdolni do pracy nie zasługują na utrzymanie), ale ludziach którzy, mimo iż pracują, nie są w stanie zarobić nawet na swoje utrzymanie, czyli po ludzku mówiąc nawet na jedzenie, a co dopiero na mieszkanie czy jakieś wygody. Powoływanie się na pewnego pana z wąsikiem jest być może nadużywane, ale on też twierdził, że są ludzie niezasługujący na życie. Bo tak właśnie trzeba rozumieć powyższą formułę, co prawda nikt nie ma odwagi otwarcie powiedzieć, żeby słabszych (w teorii chciwości, która zastąpiła ekonomię, nazywanych: mało wydajnymi) po prostu pozabijać, ale w systemie kapitalistycznym nie ma dla nich miejsca i jeżeli nikt się nad nimi nie zlituje, to przecież umrą sami, a życie z cudzej litości też do najprzyjemniejszych raczej nie należy.

Cóż mogą zrobić ludzie zagrożeni znalezieniem się w tej grupie pracowników, co to ich praca nie jest warta środków utrzymania. Naturalną ich reakcją jest szukanie obrony, a ponieważ w pojedynkę są zbyt słabi, zaczęli się łączyć i tak powstały związki zawodowe, które, jak każda idea, w praktyce znacznie odbiegają od ideałów, ale twierdzić, iż socjalizm jest w opozycji do wolnego rynku to już przesada. Socjalizm wyrósł z kapitalizmu i bez kapitalizmu (dyktatury chciwości) traci rację bytu. Ponieważ socjalizm nie odważył się na refleksję, czy istnieje konieczność ciągłego wzrostu gospodarczego, ale pod pozorem troski o najsłabszych dał im złudną nadzieję na polepszenie losu poprzez związanie ubożejących mas walką wedle reguł wolnego rynku, czyli ile wyszarpiesz to twoje. Dlatego związki zawodowe stały się narzędziem wymuszania na zatrudniających coraz to nowych czasem słusznych, czasem nie, przywilejów. Socjalizm i kapitalizm (tak jak się je powszechnie rozumie, czyli jak ja rozumiem, że są rozumiane) wyrastają z tej samej zasady szukania takiej przewagi nad innymi, która pozwoli na innych wymuszać korzyści dla siebie (proszę spojrzeć na korzyści szeregowych związkowców i przywileje ich szefów), z tym wszakże zastrzeżeniem, że bardzo często „korzyścią” staje się nawet własne istnienie.

W tym momencie uszami wyobraźni słyszę pytanie: Zaraz, zaraz, twierdzisz, że wszechobecna biurokracja tłamsząca ludzką przedsiębiorczość to skutek wolnego rynku.

Tak, tak twierdzę. Zastanówmy się chwilę. W warunkach konkurencji każdy dba wyłącznie o własną korzyść, a o korzyść innych o tyle, o ile sam może na tym skorzystać. Czy zatem urzędnik, który wymyśla tysiące (miliony?) przepisów, które następnie będzie kontrolował i miał z tego korzyść w postaci pensji, czyż nie działa on zgodnie z naczelną zasadą wolnego rynku, wykorzystuje swoje przewagi, aby osiągnąć zysk, na tym przecież polega tak zwana gra (konkurencja) rynkowa, czy nie?

Czy nie jest tak, że np. prezes ZUS najpierw sam bierze całkiem niemałą (w stosunku do jego „podopiecznych”) pensję, a dopiero potem wypłaca emerytury i renty, czyli w pierwszej kolejności maksymalizuje własną korzyść, a dopiero potem wypłaca świadczenia (korzyści) innym. Działanie dla dobra ubezpieczonych, (nie, nie uważam, że powinien to robić za darmo), być może wymagałoby, aby zadowolić się średnim uposażeniem, jakie otrzymują jego „podopieczni”. Jednakże nie chodzi o to, żeby roztrząsać zasadność pensji prezesa ZUS, ani nawet debatować nad wysokością godziwej zapłaty (nie teraz), tylko unaocznić fakt, iż socjalizm, chociaż w deklaracjach wydaje się przeciwstawny kapitalizmowi, to indywidualna praktyka konkretnych osób wcale nie będzie odbiegać od zasady maksymalizacji własnych korzyści, jeżeli zasada ta zakorzeniona będzie w tzw. masowej świadomości.

Z drugiej strony, często słyszę, że jako przykład braku wolnego rynku podawany jest przemysł samochodowy, gdzie koncerny swoim lobbingiem wywalczyły konieczność przeprowadzania tylu homologacji, że dla nowych producentów jest to bariera nie do przebicia. Zgodnie z powyższą definicją jest to wręcz modelowy przykład wolnego rynku w praktyce, czyż koncern blokując powstanie konkurencji, działa wbrew własnemu interesowi? 

Czy ktoś się zastanawiał, dlaczego tak niewielu „korwinowców” „dożywa” późnej starości. Dożywa oczywiście w cudzysłowie. Pod koniec szkoły człowiek jest młody, głodny sukcesu, wydaje mu się, że świat stoi przed nim otworem, więc łatwo chwyta hasła o wolności, wierzy, że i on może zostać milionerem. Niestety z czasem okazuje się, że jego zdolności są niewystarczające, albo ma pecha. Okazuje się, że konkurencja na rynku, seria niepowodzeń, bankructw i powstawania z upadków w basenie pełnym rekinów jest dla niego zbyt ciężka, a być może wypada na margines, do tych, co to ich praca nie jest warta środków utrzymania. Zdawszy sobie sprawę, że jest zbyt słaby, aby w pojedynkę walczyć przeciwko wszystkim, zaczyna się łączyć z innymi równie słabymi w związki i kartele, zmienia „poglądy” na opiekuńczość państwową, oczywiście jest to zgodne z wolnorynkową zasadą szukania tego, co jest dla niego najkorzystniejsze.

Jestem wrogiem postępującej biurokratyzacji życia, ale jednocześnie uważne przyjrzenie się wolnorynkowej ideologii nie pozwala mi jej przyjąć, gdyż musiałbym ją (ideę) przyjąć z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, czyli z jej fundamentalną zasadą, iż każdy dba wyłącznie o własne korzyści, zresztą, powyższy wywód pokazuje, że biurokratyzacja nie jest w istotnej opozycji do tej wytycznej. Przyjęcie tej zasady oznacza zastępowanie etosu rycerza, który nie zważając na koszty i straty własne, staje w obronie słabszych, etosem handlarza – biznesmena, który nie zważając na straty i koszty cudze, zabiega o własne profity.

Oczywiście wybór między przedstawionymi powyżej w dużym uproszczeniu etosami rycerza i biznesmena jest w jakiejś mierze deklaratywny, tak jak (w pewnym sensie) deklaratywny jest nakaz „nie zabijaj”. Przecież, mimo iż zdarzają się zabójstwa, każdy spośród dwóch norm: „zabijaj” i „nie zabijaj” za moralną uzna tę drugą.

Ponadto, w porównaniu z oceną czy nasze działanie nie jest nadużywaniem uprzywilejowanej pozycji, własną korzyść stosunkowo łatwiej oszacować.

Oczywiście takie postawienie sprawy otwiera następne, gigantyczne pole dyskusji, (a raczej znalezienia prawdy) na temat edukacji, wychowania, kształcenia cnót, a przede wszystkim celu życia człowieka. Oczywiście w tej chwili tego nie podejmuję, sygnalizuję jednak bezzasadność (bezsensowność?) dywagacji o gospodarowaniu bez rozstrzygnięć w wymienionych dziedzinach.

Na zakończenie cytat z książki prof. Górskiego „Społeczny ustrój średniowiecza”, do przeczytania w całości tutaj. (podkreślenia w cytacie moje)

Chodziło o zapewnienie warunków życia uczciwego dla każdego człowieka. Można żyć uczciwie w każdych okolicznościach, ale czasem wymaga to heroizmu. Heroizm tworzy wielkość człowieka, ale jest rzadki. Jeżeli stawiamy wymogi heroizmu wszystkim ludziom, zaledwie mniejszość nań się zdobędzie w życiu powszednim, większość się załamie. Dlatego ustrój oparty na zasadach chrześcijańskich nie może stawiać wymogów heroizmu w życiu powszednim.Jest pewne minimum dobrobytu, który potrzebny jest do praktykowania cnoty. Mogą się bezeń obyć święci, ale święci nie stanowią większości. To też zadaniem ustroju społecznego jest dostarczenie warunków, umożliwiających życie uczciwe. To było zasadniczym, personalistycznym postulatem ustrojowym średniowiecza. Z niego wypływają jako wnioski wszystkie inne. Tu leży istota ducha średniowiecznego, który owiewał wszystkie instytucje i bez którego byłyby one tylko karykaturami. Stworzenie warunków rozwoju osobowości ludzkiej i popieranie go jest naczelną myślą korporacjonizmu średniowiecznego. Zrozumieć ją możemy, przeciwstawiając jąporządkowi nam współczesnemu, gdzie życie uczciwe wymaga heroizmu, pod wymogami którego załamują się masy.

A było to wydane w roku Pańskim 1938.


Pozwolę sobie jeszcze na małą retrospekcję. W poprzednim wpisie o dobrowolności wolnego rynku, jako swoisty skrót teorii chciwości podałem: "Ponieważ nie mogę rozpoznać, co dla innych jest dobre, to na wszelki wypadek skupię się na sobie, na własnej korzyści i to wystarczy, aby moje działanie cechowała dobrowolność".

Myślę, że lepsze byłoby sformułowanie: "Ponieważ nie mogę rozpoznać, co dla innych jest dobre, to na wszelki wypadek skupię się na sobie, na własnej korzyści i to wystarczy, aby cudze działanie cechowała dobrowolność".


I jeszcze jedna, krótka uwaga, bo, zwłaszcza dzisiaj, nie dość przypominania. Etos rycerza, o którym pisałem wyżej, takiego, co to nie zważając na koszty i straty własne, staje w obronie słabszych, wymaga, aby taki rycerz coś posiadał, aby miał z czego dawać innym. Dlatego należy wyżej przedkładać gospodarkę dającą również słabszym możliwość zastępowania najmowania się do pracy przy cudzej własności przez gospodarowanie własnym majątkiem.

KOMENTARZE

  • Nieświadomość pomaga heroizmowi, a także upodleniu
    Uczono mnie dawno temu, że pańszczyzna była największą opresją dla chłopa, bo dziesięcina, bo przypisanie do ziemi i prawo pierwszej nocy.
    Dzisiaj, jeśli policzyć podatki płacone przez pracodawcę tytułem zatrudnienia pracownika, przez samego pracownika, jego samego już jako konsumenta, przez wszystkie podatki: Belki, korzystania ze środowiska, darowizn, własności, taksy klimatyczne, podatek od ziemi... w perspektywie podatek katastralny to 80% to już za mało.
    Wiele podatków, jak ten pracodawcy, jest ukryty, a nasze zarobione pieniądze, przecież już przy wypłacie opodatkowane, są poddawane kilkukrotnie temu procederowi.
    Chciwość maluczkich to bedłka w porównaniu z tym bezosobowym potworem, czyli państwem. Bezosobowość powoduje, że fizycznie nie ma winnego, a elementy składowe tej machiny, z racji jej odhumanizowania są coraz bardziej bezczelne, a przy tym coraz bardziej chciwe w wyszarpywaniu pieniędzy na swoje godziwe utrzymanie.
  • @tadman 12:03:18
    Staram się rozróżniać między chciwością, dążeniem do godziwego życia, ale nie da się ustalić kwoty, gdzie kończy się godziwe życie, a zaczyna chciwość. Każdy przypadek trzeba rozważać indywidualnie, konkretny przypadek, w konkretnych okolicznościach. Należałoby również obok chciwości wziąć pod uwagę zawiść.

    Bezosobowość państwa – czy na pewno?
    Byli premierzy „doradzają” w bankach, dyrektor w banku przechodzi na ministra finansów, świat korporacji i władzy przenika się w stopniu, o jakim pewnie nawet nie mamy pojęcia. Pozorna bezosobowość być może jest na usługach konkretnych osób.
    Prawo też uchwalają konkretne osoby, może więc nie bezosobowość, a bezkarność?

    Temat jest tak rozległy i obszerny, wszystkie niuanse trudno czasem wyłapać, poza tym staram się raczej kopać w głąb, do fundamentów, a tam jednak jest ta deklaracja że chciwość jest dobra.
  • @tadman 12:03:18
    A tu wyliczenia, które pojawiły się dzisiaj wieczorem
    http://naszeblogi.pl/50262-pogadajmy-o-panszczyznie
  • Długo kiedyś dumałam o wolnym rynku
    i lyberalyźmie. I doszłam we wnioskach do okładania się maczugami po łbach. Nie chce mi się odtwarzać i przytaczać tego rozumowania - szkoda czasu na utopie. Jeszcze bardziej szkoda, że ludzie dają się na te utopie nabierać i będą je wybierać (biedne, zawiedzione lemingi).
  • @Autor
    Prezentowana przez szanownego Autora anegdotka stanowi jednocześnie wyjaśnienie tezy „są ludzie, których wartość pracy jest niższa niż środki do ich utrzymania” - przypawiającej szanownego Autora o zgrozę.
    Wyjaśnienie to polega na wskazaniu, że człowiek może wykonywać różne rodzaje prac, które to rodzaje prac mają różną wartość zarówno dla niego jak i dla innych ludzi. Anegdotka przedstawia maksymalnie uproszczony obraz - robotnicy mogą albo pracować w fabryce albo uprawiać ogrody. Praca w fabryce jaką wykonują ma wartość dla innych ludzi, ma wartość większą niż środki potrzebne do utrzymania, natomiast uprawa ogrodu ma dla innych ludzi wartość mniejszą niż potrzebne środki utrzymania. Wykonywanie na raz obu tych prac jest niemożliwe i nic tego nie zmieni.
    Bardzo ważne jest natomiast kto będzie decydował o tym którą z tych prac będą wykonywali robotnicy - czy będą to sami robotnicy, czy też ktoś inny.
    Taka jest właśnie różnica pomiędzy biurokratą a kapitalistą - biurokrata zmusza ludzi do wykonywania konkretnych prac, a kapitalista dostarcza jedynie alternatywny rodzaj pracy.
    Włosy na głowie powinny stawać z przerażenia, że biurokrata może nakazać wykonywanie pracy nie przynoszącej wartości albo zakazywać podejmowania pracy dającej wartość przekraczającą koszty utrzymania.
  • @programista 16:06:48
    Poniekąd potwierdza Pan moją tezę.
    Wybór fabryka - uprawa ogródka jest w istocie bezalternatywny. Bo każdy musi jeść, a ogródek to za mało ziemi na uprawę jedzenia dla całej rodziny. Zatem to nie robotnik decyduje, jaką pracę będzie wykonywał, ale właściciel fabryki: kapitalista (albo etatysta) q.e.d.
    Rozwiązanie, które próbuję sugerować to upowszechnienie własności, a ponieważ nie znam całości Chestertonowskiej idei dystrybutyzmu, więc z ostrożności powiem, że w wielu punktach (a może wszystkich) się z nią zgadzam. Do tego potrzebne jest jednak współdziałanie wszystkich, może prawie wszystkich, które oznacza gotowość poniesienia „straty” przez kupowanie niekoniecznie najtańszych produktów, które to działanie traktowane być powinno jako wspólna obrona własności* (może kiedyś spróbuję szerzej napisać o chciwości i własności).
    Tzw. wartość pracy jest zresztą w swej istocie czymś umownym (przypowieść o winnicy: jedni pracowali cały dzień, inni ledwo godzinę, a umowa o „wartość” pracy dla wszystkich opiewała na jednego denara). Zatem wartość pracy może i powinna być nawet nieco wyższa niż koszty utrzymania.
    Oczywiste jest, że nie da się całkowicie wyeliminować pracy najemnej, ale jakiś wzorzec trzeba przyjąć.
    Polecam (jeżeli moje polecanie jest coś warte) zapoznanie się z zalinkowaną w tekście książką (http://www.dystrybucjonizm.pl/prof-karol-gorski-spoleczny-ustroj-sredniowiecza-ksiazka/) o gospodarce średniowiecza, tam są dosyć jasno nakreślone cele pracy, którymi nie jest jedynie materialnie rozumiane bogactwo. Cytat : „ celem [...] nie było używanie w oparciu o własność, a rozwój osobowości, dla którego własność jest tylko oparciem”.
    Rozmawianie o wartości pracy bez rozstrzygnięć, jakie są tej pracy cele jest bez sensu. Aktualnie za jedyny cel pracy uważa się pomnażanie ilości wytworzonych przedmiotów i w związku z tym ekonomia jest jedynie teorią chciwości, a z tak postawionego założenia wynika, że „wartość pracy może nie wystarczać na utrzymanie”.

    *) Współdziałanie wszystkich w dobru jest niemożliwe, bo zaraz ktoś to wykorzysta i się nieuczciwie wzbogaci – zapewne Pan zauważy. Słusznie, ale proszę zważyć, że jest to również argument na poparcie tezy, iż nie istnieje uczciwy kapitalizm. (bo znajdzie się ktoś nieuczciwy i wykorzysta sytuację).
  • @bez kropki 13:32:39
    "szkoda czasu na utopie" może i tak, ale jeżeli się nie osuszy tego bagna utopii to się wszyscy potopimy.
  • @Ywzan Zeb 17:34:32
    Moim zdaniem wartość pracy jest ustalana przez innych ludzi, na podstawie tego jak bardzo ci inni potrzebują efektów tej pracy.
    Utrzymanie życia człowieka kosztuje, wymaga dostarczenia pewnej liczby dóbr materialnych których pominąć się nie da - tak człowiek został stworzony. Dlatego też każdy człowiek wybierając cel swojej pracy musi brać pod uwagę te właśnie koszty i jednocześnie nie może wymagać by jakikolwiek inny człowiek pod przymusem ponosił koszty jego utrzymania.
    Gdy człowiek stawia sobie za cel "rozwój osobowości" nie ma prawa nakładać na innego człowieka celu pracy w postaci dodatkowego wytworzenia dóbr materialnych na swoje utrzymanie.
  • @programista 20:27:34
    Że nikt nie prawa nakładać na innych przymusu utrzymania siebie, to z grubsza się zgodzę.
    W Rerum novarum Leona XIII (http://www.nonpossumus.pl/encykliki/Leon_XIII/rerum_novarum/) jest napisane:
    „Zapewne nikt nie jest obowiązany pomagać drugim z tego, co mu jest konieczne do utrzymania własnego i najbliższych, ani też pozbawiać się na rzecz innych tego, czego wymaga utrzymanie się na poziomie godności i stosowności, nikt bowiem nie jest obowiązany żyć niestosownie . Kiedy się już jednak uczyniło zadość konieczności i przyzwoitości, wówczas dobra zbyteczne obrócić należy na rzecz potrzebujących. Wszakże, co zbywa, dajcie jałmużnę. Nie są to, z wyjątkiem wypadku ostatecznej potrzeby, obowiązki sprawiedliwości, ale miłości chrześcijańskiej, obowiązki zatem, których spełnienia nie można dochodzić na drodze prawnej. ”

    Co do „rozwoju osobowości” istotnie zwrot ten jest chyba współcześnie nadużywany i być może nie jest wystarczająco precyzyjny, może tak:
    Z poprzedniego Pańskiego komentarza wysnułem niosek, że można mówić o czymś w rodzaju podwójnej wartości pracy, czyli ile jest ona warta dla mnie i ile jet warta dla innych. Patrząc jedynie przez pryzmat wartościowania dla innych, ktoś może być zmuszony do pracy, która dla niego jest „bezwartościowa”, a ponieważ jest również „małowartościowa” dla innych (czytaj małopłatna) to nie będzie miał nigdy szansy na własną „wartość”.
  • @Ywzan Zeb 17:34:32
    Z lektury podanego przez szanownego Pana tekstu zwrócił moją uwagę następujący fragment:

    "Dla indywidualizmu treścią życia jest hedonizm, dla personalizmu — sięganie poprzez ascezę do zjednoczenia z Bóstwem w płaszczyźnie nadprzyrodzonej."

    Chciałbym po prostu, by mnie nikt przemocą nie zmuszał do "zjednoczenia z Bóstwem w płaszczyźnie nadprzyrodzonej".
  • @programista 20:59:36
    cytuję:
    Chciałbym po prostu, by mnie nikt przemocą nie zmuszał do "zjednoczenia z Bóstwem w płaszczyźnie nadprzyrodzonej".

    W tej kwestii oczywiście ma Pan rację, jednak o takim zmuszaniu nic w tej książce nie zauważyłem.
  • @Ywzan Zeb 21:07:02
    Moim zdaniem poniższe cytaty świadczą właśnie o stosowaniu takiego przymusu:

    "Wydaje się również, iż państwu zasadniczo przysługuje moralne prawo regulowania także stopnia i sposobu gromadzenia oszczędności i że nie jest nadużyciem taka polityka, która zachęca do ich wydawania."

    "Ustrój korporacyjny średniowiecza nie był prosty, nie wyrastał z jednej zasady, jak liberalny. Był skomplikowany, bo usiłował pogodzić wolność gospodarczą i planową organizację, inicjatywę jednostki i dobro społeczeństwa, prawa robotnicze i hierarchię w produkcji, prawa konsumenta i słuszny zysk wytwórcy. Tą drogą równoważył sprzeczności, tworzył luki i elastyczne alternatywy, by osiągnąć cel wielki, jakże wspaniały: jak największy stopień sprawiedliwości w ustroju społecznym."
  • @Ywzan Zeb 20:54:49
    Szanowny Pan napisał w swoim artykule: "życie z cudzej litości też do najprzyjemniejszych raczej nie należy."
    Jałmużna jest właśnie objawem takiej cudzej litości, lecz człowiek nie ma prawa liczyć na nic więcej w stosunku do innych ludzi, nawet wtedy gdy praca jaką wykonuje nie zapewnia mu środków utrzymania.
  • @programista 21:50:46
    W pierwszym przytoczonym cytacie jest tryb przypuszczający "wydaje się" więc nawet autor pozostawia tę kwestię do dalszych rozstrzygnięć.

    Książki oczywiście nie traktuję jako program do wprowadzenia tu i teraz.

    Cytat drugi. Jakiś zakres regulacji przez władzę (ale władza w średniowieczu była zasadniczo znacznie bardziej ograniczona
    niż współcześnie omnipotentny lud) ustroju gospodarczego być musi. Jak daleki to kwestia dyskusji i jak widać w cytacie było to skomplikowane. Ale od takiej regulacji do przymusu religijnego jest jeszcze bardzo daleko.
  • @programista 22:00:22
    Powtarza Pan to jak mantrę: (takie odnoszę wrażenie)
    "lecz człowiek nie ma prawa liczyć na nic więcej w stosunku do innych ludzi, nawet wtedy gdy praca jaką wykonuje nie zapewnia mu środków utrzymania."

    Proszę uważniej przyjrzeć się cytatowi z encykliki, bo tam jest coś innego o jałmużnie, sparafrazowałbym, to tak:
    najadłeś się, napiłeś, i ci zostało, to to co ci zostało rozdaj ubogim.
    Oczywiście w baaaardzo dużym uproszczeniu. Nie jest istotne czy tamten zasługuje, tylko czy ja się już najadłem.

    A jałmużnę można dawać tak, żeby beneficjent nie musiał czuć tej litości i pogardy. (niech nie wie lewica co czyni prawica).
  • @Ywzan Zeb 22:25:08
    Powtarzam tak dlatego, iż jest to odpowiedź na tezy uzasadniające prawo człowieka do przejęcia własności materialnej innych ludzi tu, na doczesnej ziemi. Uważam że o przestrzeganiu prawa własności, jako fundamentalnego prawa człowieka należy przypominać tak często jak to tylko możliwe i konfrontować z nim wszelkie pomysły organizacji społeczeństw.

    Zupełnie nie rozumiem dlaczego jałmużna ma się kojarzyć z pogardą, skoro jest to obowiązek miłości chrześcijańskiej?
  • @programista 22:55:10
    Nie jałmużna, ale sposób jej dawania. Można dawać jałmużnę tak, aby podkreślać własną wspaniałomyślność, (w świetle kamer jako reklamę ) i to może się stać okazywaniem pogardy, upokarzaniem obdarowanego.

    Nie popieram zaboru własności siłą. Cytat z encykliki "obowiązki zatem, których spełnienia nie można dochodzić na drodze prawnej".
    Czym innym jest jednak ograniczanie możliwości przyszłego "zysku".
  • Szkoda czasu i atlasu...
    Po takim praniu już mózgi sterylne nie przyjmują prawdy o micie wolnego rynku....

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031